W naszej pracowni, pośród szkła o różnych odcieniach i kształtach, stoi niepozorny, zielony wazonik z huty „Sudety”. Mały jak dłoń dziecka, a jednak ciężki od wspomnień. Za każdym razem, gdy pada na niego światło, widzę nie tylko szkło, ale też drogę, którą przeszedłem.
Ta historia zaczęła się dawno temu, kiedy byłem jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Razem z moim ojcem, Konstantym Zielińskim, odwiedzaliśmy pana Witolda Turkiewicza w jego domku letniskowym w Karpaczu, na Wilczej Porębie. W tamtych latach łączyło nas to samo miejsce – Kotlina Kłodzka – oraz dopiero rodząca się we mnie ciekawość szkła.
Pamiętam zapach wilgotnego drewna, skrzypienie podłogi i ten moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłem, jak piasek potrafi rysować na szkle. Było w tym coś z alchemii – surowej, precyzyjnej, uczącej pokory. Pan Witold otworzył przede mną świat, którego jeszcze nie rozumiałem, choć już wtedy czułem, że mnie przyciąga. Patrzyłem, jak spod jego kresek – linii nakładanych jedna na drugą niczym poziomice na starej mapie – powoli wyłaniają się kwiaty, drzewa, krajobrazy, ciche miejskie zaułki.
Cały artykuł dostępny jest w nr 2/2026 "Szkła i ceramiki". Zamów już teraz
Zdjęcie: Zielony wazon autorstwa Witolda Turkiewicza. Fot. Marcin Zieliński
Każdy fragment ma znaczenie – wywiad z prof. Mirosławem Kocińskim
Sylwetka Władysława Garnika
Maria Słaboń. 40 lat zapisane w szkle
Uwięzione w świetle — Maciej Zaborski
Litofanie i Formy Bio-Logiczne
Między kontrolą a przypadkiem. Katarzyna Krej
Ontologie formy. Dialog ceramiki i malarstwa – wywiad
Elżbieta Piwek-Białoborska (1922–1989). Ceramika – forma – dekoracja
Płynny dialog – zanurzenie i przepływ
Sztuka higieny. Lampy katalityczne