W jego biografii można prześledzić historię wzornictwa, ale też realia pracy projektantów, którzy zaczynali swoją drogę w latach 50., w czasach, w których temat praw autorskich praktycznie nie istniał. 44 lata był związany z jednym zakładem pracy. Całe życie z jednym materiałem. Porcelaną.
O procesie tworzenia fasonów rozmawiam ze Stanisławem Możdżeniem, ceramikiem z Zakładu Porcelany Stołowej „Krzysztof ” w Wałbrzychu. Gdyby jego historia zaczęła się później, byłby uznanym projektantem form przemysłowych. Nasza rozmowa jest jak oglądanie zdjęć nieułożonych chronologicznie w albumie, raczej takich z przyjemnością wyciąganych z pudełka wspomnień, z których każdy może sobie zbudować swój obraz.
Fabryki funkcjonowały na podstawie relacji mistrzowskich. Z ich upadkiem zniknął też ten ważny element rzemieślniczego świata. – Kto był pana mistrzem? Od kogo nauczył się pan najwięcej? – pytam.
– Mistrzem, którego doceniłem najbardziej, był Antoni Chmielewski Modelarz, który sam nauczył się wszystkiego od ostatniego Niemca w fabryce, Tacznera (nazwisko spolszczone – przyp. red.). Chmielewski podczas wojny został wywieziony do pracy przymusowej do Niemiec, tam nauczył się języka. Po powrocie do Polski, w 1945 roku rozpoczął pracę, nie mając pojęcia o modelarstwie. Jako jedyny mówił po niemiecku, co pozwoliło mu się porozumieć z ostatnim niemieckim mistrzem modelarni. Siedział przy nim, odlewał pierwsze formy, podpatrywał. Taczner opuścił zakład w maju 1957 roku. [Możdżeń rozpoczął pracę we wrześniu].
Był jeszcze Ruszczyński, główny modelarz, projektant po Szkole Rzemiosł Artystycznych w Poznaniu, który tworzył nowe wzory. I Maria Kucharska, projektantka fasonu Julita, który można zobaczyć w Muzeum Porcelany w Wałbrzychu, choć jest on podpisany jako projekt Ruszczyńskiego. Marysia dopiero zaczynała pracę, zaprojektowała ten fason, ale nie potrafiła go rozbudować. To zadanie przekazano Ruszczyńskiemu.
Przywoływanie tych nazwisk to przywracanie pamięci. – W 1957 roku otrzymałem angaż jako modelarz.
Kiedy w 1965 roku zostałem mistrzem modelarni byłem bardzo zadowolony nawet nie z samego tytułu, ale z tego, jak wiele się nauczyłem od pana Chmielewskiego. Po ośmiu latach bycia modelarzem nie było dla mnie w tym zawodzie żadnych tajemnic.
– Jak powstawały nowe formy, projekty nowych fasonów? – pytam. – Czasem przyjeżdżał klient, szkicował długopisem małą cukiernicę, imbryczek i pytał, czy można to rozpracować w ten sposób. Tak powstał fason Ida, który wszedł do produkcji.
Cały artykuł dostępny jest w nr 4/2025 "Szkła i ceramiki". Zamów już teraz
Zdjęcie:Stanisław Możdżeń, Downtown, 1999. Autor: Aleks Budziak
Ludwik Fiedorowicz. Wczoraj i Dziś
Nigdy nie mówiłem, że jestem artystą. Stanisław Możdżeń
Surowa i dzika. Mineralna pamięć miejsca
O życiu i twórczości Władysławy Prucnal
Młode talenty – Kacper Pielaszek
„Porcelana TERAZ!”. Wałbrzych wraca do swoich korzeni
Uratowane dziedzictwo. Szkło użytkowe ze zbiorów Pałacu Schoena Muzeum w Sosnowcu
Szkliwa dla praktyka – na przełaj przez naukę i technikę. Część 1. Podstawy teoretyczne
Izabela Zdrzałka – pionierka, ceramiczka. Między dyscypliną a artystyczną swobodą
Master class. Sztuka toczenia – naczynie z pokrywką