Punktem wyjścia do wspólnej wystawy Katarzyny Koczyńskiej-Kielan i Ewy Zawadzkiej, prezentowanej w Galerii Sztuki Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej, było dostrzeżone przez artystki pokrewieństwo postaw twórczych oraz sposobów myślenia o formie, materii i przestrzeni – mimo że pracują w odmiennych mediach. W rozmowie z kuratorką wystawy, Adrianą Zimnowodą, opowiadają o znaczeniu redukcji w praktyce artystycznej, roli przypadku i procesu, doświadczeniu harmonii, a także o relacji między dyscypliną formalną a egzystencjalnym wymiarem twórczości.
→ Adriana Zimnowoda: Jeżeli pozwolicie, zacznę od pytania o to, co wydaje się wspólne dla Waszej twórczości – o potrzebę redukcji. Nie chciałabym wpadać tutaj w psychologizowanie, ale zastanawiam się, czy ta redukcja była czymś długo wypracowywanym, czy też naturalną konsekwencją Waszego sposobu myślenia o formie i materii.
→ Katarzyna Koczyńska-Kielan: To trudne pytanie, bo za mną jest już prawie 40 lat pracy twórczej. Formy prezentowane na wystawie – te sześcienne, z otwarciami i przestrzałami – pojawiły się około 2002 lub 2003 roku. Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie Ewa zaczęła malować w podobny sposób. Wtedy jeszcze w ogóle się nie znałyśmy. Moja droga była dość długa i prowadziła przez różne etapy. Skończyłam Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu na Wydziale Ceramiki i Szkła, w pracowni profesor Krystyny Cybińskiej. Później zostałam jej asystentką. W pewnym momencie zainteresowało mnie to, że nikt nie uczy studentów toczenia na kole garncarskim. Wyjechałam więc za granicę, żeby się tego nauczyć, a po powrocie stworzyłam Pracownię Koła Garncarskiego dla studentów. Przez pewien czas moja twórczość opierała się głównie na formach obrotowych. Nigdy jednak nie interesowało mnie tworzenie naczyń użytkowych. Mimo pracy z kołem garncarskim nie miałam potrzeby realizowania ceramiki użytkowej. Bardziej interesowała mnie sama forma jako nośnik znaczenia. Od początku ważna była dla mnie surowość i ograniczenie środków. Ceramika bardzo często bywa dekoracyjna, szkliwiona, malowana. Ja natomiast od tego uciekałam. Sama wykonuję szkliwa i uczę tego studentów, ale prawie nigdy nie używam ich we własnej twórczości. To była świadoma rezygnacja z dekoracyjności i łatwego odbioru. Zależało mi raczej na skupieniu uwagi odbiorcy i stworzeniu przestrzeni dla wyobraźni oraz kontemplacji.
→ Ewa Zawadzka: U mnie ta droga wyglądała inaczej. Studiowałam w Katowicach na Wydziale Grafiki – właściwie nie było innego wyboru, ponieważ był to zamiejscowy wydział Akademii Krakowskiej. Już moje pierwsze grafiki były dość odmienne od tego, co wtedy określano mianem „śląskiej grafiki”. Bardzo szybko zostały zauważone. Zaczęły się wystawy międzynarodowe, nagrody, zaproszenia. Pokazywałam prace m.in. na Biennale w Lublanie. Były wystawy, na których występowałam tuż obok prac Andy’ego Warhola. To wszystko trwało wiele lat i właściwie całkowicie wciągnęło mnie życie graficzne. Ale podskórnie miałam poczucie, że chcę czegoś innego. W 2002 roku powiedziałam sobie po prostu: koniec. Zrobiłam dużą wystawę w katowickim BWA – 500 metrów grafiki i zaledwie cztery pierwsze obrazy. Ale od tego momentu przestałam zajmować się grafiką i zaczęłam malować. Dzisiaj widzę jednak wyraźnie, że wszystko, co robiłam – grafiki, rysunki, obrazy – było bardzo podobne. W gruncie rzeczy cały czas zajmuję się tym samym problemem. Nie interesuje mnie nic innego, dopóki nie osiągnę przynajmniej pewnego rodzaju doskonałości.
Cały artykuł dostępny jest w nr 2/2026 "Szkła i ceramiki". Zamów już teraz
Zdjęcie: Fragment aranżacji wystawy. Fot.: Marek Wesołowski
Każdy fragment ma znaczenie – wywiad z prof. Mirosławem Kocińskim
Sylwetka Władysława Garnika
Maria Słaboń. 40 lat zapisane w szkle
Uwięzione w świetle — Maciej Zaborski
Litofanie i Formy Bio-Logiczne
Między kontrolą a przypadkiem. Katarzyna Krej
Ontologie formy. Dialog ceramiki i malarstwa – wywiad
Elżbieta Piwek-Białoborska (1922–1989). Ceramika – forma – dekoracja
Płynny dialog – zanurzenie i przepływ
Sztuka higieny. Lampy katalityczne